wtorek, 18 kwietnia 2017

Rozdział 1


            Niby zwyczajny, nic nie znaczący dzień. Słoneczko świeciło, kilka chmurek na niebie, ogólnie cieplutko i miło, a jednak Lexa miała ochotę rozwalić wszystko, czego się dotknie. Od rana była zdenerwowana i niczego nie mogła znaleźć w bałaganie, jaki panował w jej pokoju. Połowa jej ciała zniknęło w szafie, a kupka ubrań tylko rosła i rosła. Warknęła pod nosem, łapiąc się za włosy.
            W końcu się poddała i wciągnęła na tyłek obcisłe, czarne spodnie z dziurami na udach i kolanach. Na górę zarzuciła luźną, czerwoną koszulę, poszarpaną na wykończeniach, oczywiście specjalnie. Już miała wybiegać z pokoju, ale wróciła się jeszcze na chwilę, by zerknąć w lustro. Zostawiła lekko poczochrane włosy i wzruszyła ramionami. Cała Lexa.
            Zanim wyszła, obejrzała się jeszcze w lustrze. Czy lubiła swój wygląd? Cóż, niby nie miała nic do zarzucenia swojemu ciału. W końcu była chuda i miała wszystko na swoim miejscu, nie za dużo i nie za mało. Kiedy wróciła do domu, mama zaczęła marudzić, że jako dziewczyna powinna zacząć podkreślać swoje atuty, po czym tata pojawiał się znikąd i kłócił się z mamą. Jednak Lexa preferowała luźny styl, bardziej sportowy, co i tak dobrze ukazywało jej smukłą talię, chude nóżki i nieskazitelną skórę. Nieco bardziej zasłaniała swoje piersi, choć koszulki letnie na to nie pozwalały. Czy czegoś w sobie nienawidziła? Hm, może tylko włosów, na punkcie których miała totalnego fioła i potrafiła myć je codziennie. Poza tym, według siebie była za niska i nienawidziła, kiedy mówiono do niej „krasnal”.
Chwyciła w jedną rękę torbę z książkami. Na dole nie czekał na nią nikt. Rodzice już dawno byli w pracy, a ona właśnie spóźniała się na pierwsze zajęcia w swojej nowej szkole.
            Matko, kiedy ja ostatnio w szkole byłam? – szepnęła do siebie. Niby nauczanie odbywało się w Instytucie, ale jednak nie można było nazwać tego szkołą.
            W kuchni czekało na nią śniadanie, ale nie miała niestety już na nie czasu. Wrzuciła talerz z kanapkami do lodówki, obiecując sobie, że zje jak wróci, by mamie nie było przykro. W końcu niedawno do nich wróciła, więc nie chciała być wobec niej niewdzięczna.
            Do torby wrzuciła jeszcze jedno jabłko, które leżało na kupce innych owoców, znajdujących się w koszyczku na środku stołu, po czym znalazła się w korytarzu i zakładała pospiesznie buty. Nawet nie zawiązała conversów, tylko wcisnęła sznurówki do środka. Nie miała na to absolutnie ani jednej minuty więcej.

~*~
            Na szczęście tata postanowił zrobić jej mini prezent w postaci wyposażenia do auta, jakim był niezawodny GPS, który poprowadził ją najdłuższą drogą po mieście, prosto do jej szkoły. Wjeżdżając na parking z opuszczonymi szybami zakodowała dzwonek, rozbrzmiewający po całym dziedzińcu. Nie co za szybko przejechała przez parking w poszukiwaniu wolnego miejsca.
            - Jest! – Ucieszyła się, widząc wolną przestrzeń całkiem blisko głównego wejścia i szybko tam zaparkowała. Luz, ręczny i kluczyki, lądujące w najmniejszej kieszeni torby. Poklepała maskę swojej Hondy, a była to nie byle jaka bryka!
            Lexa uśmiechnęła się pod nosem. Sama na nią zarabiała i była z siebie dumna. Skoro tata postawił jej ultimatum, to wolała tę opcję, niż jeździć starym rzęchem, którego staruszek trzymał w odmętach drugiego garażu. Sam miał luksusową furę, na którą oboje z mamą długo odkładali, a jej wystarczyło przetrzymać i odłożyć z kilku pensji od Instytutu, no i oczywiście znaleźć tą brykę w dobrym stanie, a z tym też łatwo nie było.
            - Cholera, jestem spóźniona! – Przypomniała sobie i puściła się biegiem w kierunku drzwi wejściowych. No cóż, niedługo miała to cacko, więc nadal nie potrafiła się nim do końca nacieszyć.
            Wpadła przez drzwi, lądując na korytarzu. Zaczęła się rozglądać dookoła, do końca nie wiedząc, co chciała zrobić. Wyciągnęła szybko telefon, w którym miała zrobione zdjęcie planu lekcji i prawie wypadł jej z rąk. Odnalazła pożądane zdjęcie i stwierdziła, że i tak była w kropce. Rozmasowała skronie myśląc, gdzie znajdzie się jakaś mapa budynku.
            - Oczywiście, Lexa, dostałaś plan lekcji i mapę, ale po co ci zdjęcie mapy? Jaka ty jesteś głupia – mówiła do siebie, kierując swoje stopy w nieznanym dotąd kierunku.
            Weszła w głąb budynku, a na rozwidleniu korytarzy zerknęła w każdy z nich. Najbliżej znajdujące się drzwi niestety nie wskazywały nawet zbliżonej numeracji do tej klasy, której szukała. Westchnęła zrezygnowana.
            - Zgubiłaś się, młoda damo? – Głos dochodzący zza jej pleców sprawił, że po jej plecach przeszła gęsia skórka. Odwróciła się nieco zmieszana.           
            - M-można tak powiedzieć, jestem tu nowa, szukam mojej klasy – poinformowała jasnowłosego mężczyznę w garniturze. Podała mu numer jej sali, a ten uśmiechnął się, co przeraziło ją jeszcze bardziej. Do tego faceta nie pasowała radość, w żadnym wypadku. Rany, co za koleś.
            - Proszę iść tędy – wskazał na lewy korytarz – potem schodami na górę i na prawo.
            - Dziękuję – powiedziała i odeszła. Przeczesała dłonią włosy zestresowana. Odwróciła się jeszcze na moment, a widząc, że mężczyzna zniknął z zasięgu jej wzroku, puściła się biegiem. Piętnaście minut spóźnienia! Chyba czeka ją reprymenda już pierwszego dnia w szkole, no pięknie.

~*~
            Ostrożnie przyłożyła pięść do drzwi i zapukała. Nie wiedziała, czy usłyszy zaproszenie, więc po prostu chwyciła za klamkę i weszła do środka. Czuła się jak skazaniec i dlatego nienawidziła pierwszych dni… czegokolwiek. Nie lubi nowych twarzy, gapiących się na nią tak, jakby pierwszy raz widzieli człowieka na oczy. Chciała oczywiście od razu to skomentować, ale czujny nauczyciel w porę temu zapobiegł. Inaczej pewnie musiałaby wrócić się i iść prosto do dyrektora, jak zakładała.
            - Och, Pani jest zapewne Lexa Rodriguez, prawda? Cóż, lekkie spóźnienie, ale tym razem mogę to wybaczyć. Pewnie nie mogłaś trafić do szkoły, jak mniemam. – Dziewczyna tylko skinęła głową. Kobieta o brązowych włosach delikatnie opuściła okulary, które dotąd naprowadzały jej oczy w kierunku Lexy. – Moi drodzy, poznajcie waszą nową koleżankę. Lexo – tu zwróciła się bezpośrednio do niej – witam cię serdecznie w naszej szkole, nazywam się Felicia Rith. Proszę, przywitaj się z resztą klasy.
            O tak, to była zdecydowanie ta część, której chciała uniknąć jak ognia. Westchnęła, odwracając się w kierunku reszty uczniów i wypaliła prosto z mostu, mając wszystko gdzieś:
            - Cześć, jestem Lexa, miło was poznać i w ogóle… - zerknęła na panią Rith – mogę już usiąść?
            Kobieta zamrugała kilkakrotnie, będąc lekko oszołomiona tym krótkim przedstawieniem, po czym wskazała jej jedyną wolną ławkę – jakież to szczęście! – na samym końcu, przy oknie.
            - A-ależ proszę, dziękujemy Panno Rodriguez.
            Przemknęła wśród ławek, wypełnionych ludźmi i czuła się nieswojo, czując na sobie każde ich spojrzenie. Zacisnęła dłoń w pięść, przypominając sobie o byciu spokojną, po czym rzuciła torbę obok krzesełka, na którym zasiadła, wcześniej wyjmując zeszyt. Skończyło się jednak na bezcelowym rysowaniu długopisem po kartce i udawaniu, że się słucha.
            Nie powinna narzekać, bo w końcu zyskała to, czego chciała – czyli powrót do rodziców. Strasznie za nimi tęskniła, a powrót musiał równać się także ze szkołą. Przecież nie pozwoliliby jej siedzieć w domu całymi dniami i nic nie robić. W zasadzie, ona raczej też nie. Przecież zanudziłaby się na śmierć! Pracę już miała, więc nie było sensu podejmowania kolejnej. Natomiast staruszkowie bardzo chcieli, by ich córka ukończyła liceum, czy to tu, czy w Instytucie.
            Zakryła dłonią usta, by jej ziewanie nie wyszło na jaw. Dopiero pierwsza lekcja, a ona już odpływała. Wszystko dlatego, że w jej poprzednim miejscu pobytu przykuwano większą wagę do nauki. Rygor był niesamowity, więc trzeba było wytężyć wszystkie zmysły, by spamiętać fakty i dzięki nim zdać egzamin.
            A co robiła teraz? Obijała się. Dosłownie.
            Trwało to przez połowę lekcji, póki na jej ławce nie znalazła się malutka karteczka, zgnieciona w kulkę. Lexa uniosła jedną brew i rozejrzała się ukradkiem po klasie, lecz nikt nie zachowywał się podejrzanie według niej. Od niechcenia rozpoczęła rozwijanie karteczki, by przeczytać jej zawartość.
            Po szkole, na tyłach szkoły, co Ty na to, mała?
Westchnęła i wywróciła oczami, rozglądając się raz jeszcze. Nikt nie zwracał na nią uwagi, a jednak… Znalazła winowajcę! Siedział po przeciwnej stronie, tak to był chłopak. Miał brązowe, krótkie włosy i uśmiechał się do niej cwaniacko. Jego koszula opinała się na ciele, dzięki czemu mogła wydedukować, jakim był mięśniakiem.
Wywróciła ponownie oczami i odpisała prędko.
#palant
Długo na odpowiedź czekać nie musiała.
Kto używa # w liścikach?
A kto mi tego zabroni?
Masz ochotę na mały numerek?
To była ostatnia karteczka, która została przechwycona sprawnie w ręce nauczycielki. Lexa przygryzła wargę, próbując powstrzymać śmiech i jednocześnie wstyd.
- Czy może mi to ktoś wytłumaczyć?! – Jej wrzask rozniósł się po klasie, a jasnowłosa chciała zapaść się pod ziemię. Wzięła głęboki oddech i postanowiła odezwać się, gdy grobowa cisza jak na razie towarzyszyła zadanemu pytaniu, ale nagle zamarła. Co niby miała powiedzieć.
- Proszę nam wybaczyć, Pani psor, to tylko takie, no wie Pani, nawiązywanie nowych znajomości i tak dalej. – Dziewczyna parsknęła, co tylko zwróciło niepotrzebnie uwagę wszystkich obecnych.
- Cóż, to nie pora na randkowanie – wyjaśniła jasno profesorka, po czym zwróciła się w kierunku swojego biurka.
- Kolega robi sobie złudne nadzieje – dodała Lexa na odchodne. Wtem rozbrzmiał dzwonek, kończący lekcje, a ona wstała, jak gdyby nigdy nic, no i wyszła, chcąc uniknąć rozmów z kimkolwiek z tamtych ludzi.
            O matko, jaki przypał. I co to w ogóle miało znaczyć? Jakieś romanse już na samym początku? No chyba komuś coś się pomyliło i to ostro.
            Po pierwsze, jej nie interesowało randkowanie, choć podpuszczanie specjalnie facetów i robienie im złudnej nadziei uważała za całkiem zabawne. Po drugie, nie mogła narażać się zbytnio na bliskie kontakty z kimkolwiek, ze względu na swoją pracę, oczywiście. A po trzecie, to i tak pewnie ujdzie także w tym miejscu za dziwaczkę, a uczniowie w końcu albo przestaną zwracać na nią uwagę, albo po prostu będą trzymać się od niej z daleka.
            Na to przynajmniej liczyła.
            Nim się obejrzała, znajdowała się już na stołówce. Podrapała się po głowie i podeszła do miejsca wydawania posiłków. Wzięła sobie oczywiście burgera, bo skoro mieli, to czemu by nie? Do tego jakieś picie, pierwsze lepsze, jakie było pod ręką. Idąc z tą tacką i mijając stoliki, przy których siedziało chyba pół szkoły okazało się, że mało które dziewczyny jadały takie rzeczy. Znowu patrzyli się na nią mocno zaskoczeni, a Lexa trzymała się mocno na wodzy, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Doprawdy, czuła się jak klaun i sama z siebie chciała drwić.
            Namierzając jeden jedyny wolny stolik, przyspieszyła kroku i padła na ławkę, odczuwając ulgę. Pierwsza lekcja, pierwszy dzień, a ona już naprawdę nie wytrzymała. Przed nią była ciągle matematyka, której nienawidziła z całego serca, a także chemia, za którą chętnie spaliłaby żywcem tego, kto postanowił wprowadzić przymusowe nauczanie młodzieży takich bzdur.
            Kiedy już zyskała trochę spokoju i ogarnęła, że może czuć się jak widmo pośród tych wszystkich obecnych, z uśmiechem na ustach wzięła pierwszy gryz i zatonęła w boskim smaku tego niezdrowego żarcia.
            - Hej, można się przysiąść? – Lexa ścisnęła swoją zdobycz niebezpiecznie mocno i przeniosła swój wzrok z ogromnej buły na nieznajomego przybysza. – W zasadzie, to nie mam po co się pytać. Inne stoliki są już zajęte, a przy tym zazwyczaj siadam sama. – Zaśmiała się. – Ale jak widać to się zmieni.
            - Ehe – mruknęła tylko w odpowiedzi, zajmując się dalej pałaszowaniem.
            - Jesteś nowa, prawda? Nigdy cię tu nie widziałam, a cała szkoła już plecie o jakieś podejrzanej akcji u Pani Rith. To było z tobą, prawda? Współczuję. – Dziewczyna położyła jej dłoń na ramieniu, co Lexa odebrała bardzo niespokojnie. Bardzo, ale to bardzo chciała się od niej odsunąć, lecz pech chciał, że jej kultura przejęła władzę nad ciałem. Postanowiła być miła, to może się odczepi.
            - Nie było tak źle. Mógł mi nie wysyłać liścików, co swoją drogą uważam za dziecinne. To podstawówka, czy jak? – Jej towarzyszka parsknęła śmiechem.
            Była drobniutka, to można było zauważyć już na pierwszy rzut oka i nie trzeba było specjalnie wytężać wzroku. Lecz nie to przykuło największą uwagę Lexy, a jej długie, sięgające aż do pasa, rude włosy. Niesamowite, pomyślała. Ale mimo to wolała swoje, jasne blond włosy, które wykraczały nieco poza połowę pleców i ciągle układały się tak, jakby wcale ich nie czesała.
            - No co ty, Matthew McCallen do nikogo nie wysyła liścików, stąd ta sensacja! – Objaśniła, patrząc na nią to z nutką radości, a także lekkim zdziwieniem.
            - Tym bardziej nie mam ochoty go poznawać. – Cmoknęła ustami i oblizała kciuk, ubrudzony w sosie hamburgerowym. Wyczuła na sobie przenikliwy wzrok tajemniczej nieznajomej, więc przeniosła swoje oczy z pysznego jedzonka na nią i uniosła jedną brew. – Coś nie tak?
            - Widzę, że się dogadamy – odparła radośnie, rzucając stos ksiąg na stolik, aż się zatrząsnął. – Natalie
            - Lexa. – Dziewczyny podały sobie ręce, lecz jasnowłosa z początku nie była przekonana co do tej „znajomości”, choć powinna w końcu znaleźć kogoś, kto zapcha jej popołudniową nudę.
            Już chciała zabierać się ponownie do pałaszowania, gdy poczuła wibracje w kieszeni i warknęła, wyjmując z niej urządzenie, by spojrzeć przelotnie w ekran, na którym widniała bardzo znacząca wiadomość.

Mamy dla Ciebie zadanie na wieczór. Szykuj się.
Wytyczne dostaniesz o 20:00.

~ Wayne

6 komentarzy:

  1. Witam :)
    Pierwszy rozdział drugiej wersji wypadł bardzo dobrze. Znalazłam jedynie 3 błędy, nawet przecinki wydają się być na swoich miejscach :P (jak dla mnie tak, bo sama nie wiem w stu procentach, kiedy je wpisywać. Ogarniam je w 90% xD)
    Bardzo, ale to bardzo podobał mi się opis Lexy na początku!!! Tak lekko, życiowo, klimatycznie do powieści. Po prostu idealny początek jak na tego typu powieść :D
    Akcja w klasie wygrała cały ten rozdział XDDD "kolega robi sobie złudne nadzieje" AHAHAHAH!!! Ten fragment wyszedł Ci epicko :D tak samo jak przedstawienie się klasie!
    I wiesz co? Dopiero teraz, po nowym pierwszym rodziale, zauważyłam jaką zmianę przeszedł Matt odkąd poznał Lexę i trafił razem z nią i dwójką jej przyjaciół do Instytutu. Serio :o
    Jak przy poprzednim pierwszym rozdziale, tak i przy tym stwierdzam, że polubię Natalie i jest ona moją ulubioną, poza Lexą, postacią :D
    Klimat, który tak uwielbiam utrzymany, a nawet sięgnę po stwierdzenie, że wzmocniony ;) good.
    Opisy są jakościowo lepsze niż w poprzedniej wersji, choć tamtą i tak uwielbiałam ;). Czytało się przyjemnie, szybko, aż za szybko xD i płynnie.
    Podobało mi się C:
    I Na Aniołka, chyba nie mam nic więcej do dodania... Było anielsko :3

    Jak mówiłam tylko 3 małostkowe błędy, które wynikając raczej z niedopatrzenia i wcześniejszego omsknięcia się na klawiaturze xD
    "tez" - też
    "Lecz to nie to przykuło" - bez pierwszego "to"
    "w kieszeni i warknęła, wyjmując urządzenie z kieszeni" - powtórzenie, lepiej napisać "w kieszeni i warknęła, wyjmując z niej urządzenie"
    I taka uwaga, choć to bardziej moje marudzenie xD
    "więc przeniosła swe oczy z pysznego jedzonka" - może lepiej napisać "swoje"? Bo "swe" tak dziko (nie)pasuje mi xD
    Ale to, jak mówiłam moje marudzenie xD więc nie musisz brać tego pod uwagę :D
    Po prostu jestem taką osobą (humanistka, artystka, wierszopisarka XDDD) którą drażnią słowa typu "swe" "me" w takich powieściach, bo dla mnie są one jak wyciągnięte z jakiejś poezji i po prostu nie pasują do ogółu. Jest to bardzo subiektywna uwaga, a jakby nie było liczy się strona bardziej obiektywna w ocenianiu czyjeś pracy, czyli tekst powyżej wymienia błędów ;)

    Czekam na następny, bardzo, bardzo niecierpliwie :3 jak wrzucisz zaspamuj u mnie :3

    Pozdrawiam, weny i inspiracji :)
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawiłam wszystko wskazane, dzięki na pilnowanie mojej osóbki :D Tak, jeśli chodzi o Matta, to średnio rozwinęłam jego wątek wrednego drania, który ugania się za każdą panienką kiedy chce i tak dalej, i tak dalej, no więc tak :D
      Nie wysłałam spamu z 1, bo po prostu jak dodawałam te rozdziały na watt i tu, na bloga, od razu tata zabrał mnie do chłopaka, więc nie miałam czasu na rozsyłanie :(

      Usuń
  2. Interesuje mnie to zadanie dla Lexy. W ogóle, cały jej świat. Dlatego trochę mi przeszkadza takie skrótowe przedstawienie. Mam jednak nadzieję, że w miarę kolejnych rozdziałów będziemy go poznawać.
    Już skomentowałam poprzedni rozdział i będę wpadać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło mieć nowego czytelnika. Owszem, wszystko się wyjaśni w przyszłości. Opowiadanie jest pisane od nowa, wcześniej miałam 24 rozdziały i wszyściutko będzie wprowadzane pomału, a jeśli chodzi o moment kulminacyjny, dość późno się pojawi, niestety, ale tak to rozłożyłam.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Um... wybacz ale, to jest totalnie nierealne. Ostatnie ławki przy oknach zawsze są zajęte. :P
    Ciekawi mnie instytut i ta cała reszta... instytut. Instytut i zadanie. Kto by się tam szkołą przejmował?

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam trochę poprzednią wersję pierwszego rozdziału, więc tutaj mogę przybić ci piątkę, bo ten wyszedł o niebo lepiej! Świetny zarys Lexy i już po tym rozdziale można się domyślić, jaki typ dziewczyny prezentuje. I nie, że ci słodzę, naprawdę mi się podobało i lekko się to czytało. Pierwszy dzień szkoły nigdy łatwy nie jest, ja bym musiała się chyba melisą upić, żeby w ogóle być w stanie pójść do tej szkoły, a ona pomimo tego, że się stresowała, to całkiem dobrze dała sobie radę. I mamy wspomnienie o płacy w instytucie, czyli że nie pracuje dla nich charytatywnie. To dobrze, za coś takiego powinna dostawać przyzwoite wynagrodzenie.
    A wracając do szkoły to rozwalił mnie numer z liścikiem i reakcja Lexy! Widać, że dziewczyna nie daje się sprowokować byle komu, choć ja bym się wkurzyła za taki tekst. Matt sobie nie wiadomo co wyobraża. On jeszcze nie wie, ale ja juz wiem, że o Lexę trzeba się dużo bardziej postarać :P
    A co do Natalie, to w poprzedniej wersji bardzo ją lubiłam i mam wrażenie, że w tej będzie podobnie. Bardzo pozytywna, taka świeża postać, bo Lexa wydaje się być osobą, która wszystko widzi takim, jakie jest, ma bardzo trzeźwe spojrzenie, a Natalie to taka pocieszna optymistka. Stanowią ciekawy kontrast a jednocześnie jakoś tak pasują do siebie. I już tutaj jest to fajnie pokazane.
    Krótko, ale lecę dalej!

    OdpowiedzUsuń