środa, 17 maja 2017

Rozdział 3


            Następnego dnia w szkole nie było mowy o jakimkolwiek skupieniu. Po głowie ciągle latał jej tylko Instytut, Wayne, no i ten cały Jonathan, który urwał się z choinki i myśli, że może sobie, tak o, pojawiać się w jej życiu, podając się za jakiegoś głupiego opiekuna, którego oczywiście musiała się słuchać, bo inaczej wróci do Instytutu, a rodzice się załamią. No gorzej to chyba być nie mogło. Takich cyrków jeszcze jej nie wymyślali, chcąc ją szantażować, a robili to już wielokrotnie, ale żeby posunąć się aż do takiego stopnia?
            - Upadli na głowę – szepnęła do siebie nieświadomie.
            Nie. Takim sposobem nie sprawią, że się załamie i przestanie mieć własne zdanie. Nadal chodziło im o tylko jedno – jej moce. To idiotyczne. Nauczyła się wszystkiego, ale gdy… przestała nad tym panować, odmówiła sobie ich, by nie robić nikomu krzywdy. Czy to źle? Przecież nawet z tą namiastką była dostatecznie silna, by powalić niejednego demona.
            - Kto? – Usłyszała, ale nie do końca na trzeźwo. W pierwszej chwili głos dziewczyny zdawał się krążyć w jej głowie, więc powtórzyła ponownie swoje pytanie, przywracając tym samym koleżankę do świata żywych. – Kto upadł na głowę? – Lexa zamrugała kilkakrotnie, wpatrując się w rozbawioną twarz Natalie.
            - Nikt. Oni, znaczy, naukowcy – wypaliła prosto z mostu, wpatrując się w rudowłosą istotę z niemożliwe rozszerzonymi oczami. – Czytałam wczoraj pewien artkuł i zaniepokoił mnie. Nie mogę przestać myśleć, ale nieważne, co tam czytasz? – Chrząknęła mając nadzieję, że jej plan na zmianę tematu się powiedzie.
            - Och, to nic takiego, kolejne romansidło. – Zaśmiała się i machnąwszy ręką odgarnęła niezdarnie włosy za ucho, a Lexa zauważyła, jak się rumieni. Czyżby się w kimś zauroczyła?
            - Uważaj, bo w końcu zabraknie ci książek. – Wsadziła sobie kilka frytek do buzi.
            Tego dnia poznała Natalie dogłębniej i dowiedziała się chociażby tego, jak wielką fanką czytania książek jest. Nawet zdążyły się już pokłócić po raz pierwszy, gdy Lexa zakomunikowała jej, że nie radzi sobie z chemią i fizyką, a o matematyce lepiej nie wspominać, zaś języki, literatura, rysunek i sport są jej bardzo bliskie. Rudowłosa nie mogła uwierzyć w to, że dziewczyna potrafiła cudownie pisać, a z zajęć z angielskiego miała same najwyższe stopnie i mimo to nie mogła znaleźć czasu na inne wspaniałe książki, prócz tych omawianych na zajęciach szkolnych.
            Chwilę później obydwie się śmiały. Jasnowłosa już wiedziała, że książki były wrażliwym punktem Natalie, dlatego będzie pomijała rozmowy na ich temat. Niektórzy swój wolny czas uwielbiają poświęcać na czytaniu, a inni na poprawianiu swojej kondycji. Do tej drugiej grupy społeczeństwa należała Lexa i nie można było jej zarzucić braku kondycji, oczywiście pomijając ten fakt, że od młodości trenowała sztukę walki i samoobronę. O umiejętności władania mieczem i strzelania z łuku wolała nie wspominać, bo kto w tych czasach zajmuje się takimi rzeczami?
            Na świecie istniała dyscyplina łucznictwa, ale wolała zachować tą tajemnicę dla siebie, bo chciała uniknąć niepotrzebnych pytań, a miała przeczucie, że takie na stop procent by padły. W Baxford nie było żadnego klubu łuczniczego, ani w okolicach, więc skąd miałaby nabyć takową umiejętność? Miała już przygotowaną formułkę dla każdego przypadkowego natręta, czyli naukę prywatną. Proste, logiczne, no i nikt nie będzie naciskał po usłyszeniu takiej odpowiedzi.
            - Słyszałam, że szykuje się jakaś impreza na plaży – zagadnęła ponownie Natalie, odkładając na bok książkę. Lexa westchnęła, po czym poprawiła się na krzesełku.
            - Czy chcę tam iść? – Spytała bardziej siebie, niż nową koleżankę, ale ta nie zrozumiała przenośni.
            - Ty nie, ale i tak pójdziesz. – Lexa, widząc jej uśmiech, skrzywiła się. – To będzie taka impreza inicjacyjna! Wiesz, w końcu jesteś nowa i jeśli nie przyjdziesz, będzie to oznaczać, że coś z tobą jest nie halo, więc tak czy siak nie masz wyjścia.
            No i pięknie, pomyślała. Mruknęła coś pod nosem i zabrała się do dokańczania swoich frytek. Wolała się nimi zapchać, niż cokolwiek odpowiedzieć. Zawsze brała ludzi na dystans, w szczególności tych nowo poznanych, jednak w Natalie było coś takiego, że dopuściła ją bliżej, choć wiele nie mówiła. Jak na razie pozwoliła jej spędzić z jej osobą cały dzień w szkole i rozmawiała ją „po ludzku”. Dla innych pewnie wcale nie byłaby miła, a pierwszą lepszą szarą myszkę, doprowadziłaby do płaczu.
            Czy była złą kobietą? Można tak powiedzieć.
            Czemu trzymała ludzi na dystans? Bo nie chciała wyrządzić im przypadkowo krzywdy.
            Sporządziła sobie całą listę powodów, przez które nie powinna mieć żadnych bliskich znajomych, tak zwanych przyjaciół. Gdyby coś jej zagrażało, z pewnością wróg skupiłby się na jej bliskich. Rodzice – na szczęście – są pod ochroną Instytutu, ponieważ obowiązuje ich umowa, jednak z resztą świata nie mogło być tak dobrze.
            Można sobie pomyśleć – co za głupota, przecież demony nie są aż tak inteligentne. To jest prawda, jednak kiedy Lexa myśli o wrogu, tak naprawdę ma na myśli siebie samą.
            - To jak, pójdziesz, prawda? – Znowu się zamyśliła.
Potrząsnęła głową.
- Pójdę, bo nie dasz mi spokoju – pokazała jeden palec na dłoni – i dlatego, że cała szkoła zacznie mordować mnie wzrokiem, kiedy tylko pokażę się na korytarzu. – Drugi palec u ręki wystrzelił w górę, a Natalie pisnęła radośnie.
- Wiedziałam! Ale będzie zabawa!
- No uspokój się wreszcie. – Zaśmiała się Lexa, nie mogąc powstrzymać uśmiechu na widok uradowanej, rudowłosej istoty. – Nie wyglądasz mi na taką imprezowiczkę, wiesz? – zagaiła ze śmiechem, popijając swój posiłek sokiem pomarańczowym. Fuj, był wyjątkowo niedobry, bardzo sztuczny.
- Cóż, mało mnie znasz. – Natalie wydawała się lekko oburzona, ale i speszona słowami koleżanki. Przyjęła pozę zamkniętą, krzyżując ręce na piersi i nadęła swoje policzki. Wyglądała teraz niczym małe, wkurzone dziecko, co jeszcze bardziej rozbawiło jasnowłosą.
W sumie Lexa nadal nie była do końca przekonana do ich wspólnego wyjścia, ale po dłuższych rozważaniach po prostu uległa, bo czy miała coś do stracenia? Najbardziej bała się o swoją pracę. Co zrobi, kiedy nagle dostanie cynk od Wayne’a? Przekonanie go do dania jej dnia wolnego raczej nie należało do prostych zadań.
- Hej, z czego tak się śmiejecie? – Przy ich stoliku pojawił się dotąd nieznajomy dla Lexy chłopak o jasnych włosach, które niemal wpadały w blond. Szczerzył się jak głupi, co jako pierwsze nie spodobało się Lexie.  Miała dziwne przeczucie, że on jako kolejny wparuje do jej życia nieproszony, a już w zupełności wystarczała jej jedna, rudowłosa istota.
- Danny, hej – a więc tak ma na imię! – co tu robisz? – Natalie nagle się spięła i wyprostowała na krześle. Jasnowłosa uniosła do góry brew, zastanawiając się nad jej zachowaniem.
- Nie miałem gdzie się podziać na lunch’u, a chłopaki zwiali na trening. O hej, ty jesteś ta nowa? – Jego wzrok padł na jasnowłosej, siedzącej po przeciwnej stronie, która zastygła w bezruchu, mając w buzi kawałek batonika. Chyba się stresowała, dlatego ciągle jadła. – Danny, miło mi cię poznać.
Wyciągnął do niej swoją dłoń, a ona niepewnie i krótko ją ścisnęła.
- Lexa – odparła, przełykając kawałek batonika. Jakby jeszcze tego było mało, przysiadł się pomiędzy dziewczynami, nie spuszczając wzroku z nowo poznanej koleżanki.
- Jak się czujesz w Baxford? Fajnie jest, co? – To już dwa pytania i na żadne nie miała chęci odpowiadać. – Nasze liceum nie należy do jakiegoś prestiżu, ale chyba ujdzie. Jest zadbane, nie śmiecimy, jesteśmy grzeczni, a nauczyciele chętnie organizują różne ciekawe eventy i wydarzenia sportowe – mówił jak katarynka i nawet nie dawał dziewczynie dojść do słowa. Trochę zirytowana siedziała i słuchała go w połowie.
- Danny, a co miałeś na myśli mówiąc, że nasza szkoła nie jest „prestiżowa”? – wtrąciła się Natalie.
- Och, przecież Lexa uczyła się wcześniej prywatnie – zauważył.
- A ty niby skąd to wiesz? – naburmuszyła się jasnowłosa, trochę za bardzo podnosząc ton. Dostrzegła, że Natalie dziwnie jej się przygląda.
- Wiem o tobie sporo, bo to ja miałem oprowadzać cię po szkole, jednak o umówionej godzinie spotkania nie zobaczyłem cię przy wejściu, więc sam musiałem zmykać do siebie – wytłumaczył, a uśmiech nie schodził mu z twarzy w ogóle. Co mu tak wesoło? Na prochach jeździ czy jak?
- Fakt, spóźniłam się troszkę – przyznała, po czym westchnęła. Czy to ten moment, kiedy powinna się „otworzyć” na innych? – Tak, uczyłam się prywatnie.
- W sumie to super sprawa. Gdybym miała taką możliwość, też wolałabym spędzać więcej czasu w domu przy tych książkach, niż mieć do czynienia z co po niektórymi personami, uczęszczającymi do Baxford… - Natalie westchnęła, osuwając się delikatnie na krześle.
Czyżby poszło gładziej, niż się spodziewała?
- A wracając do wcześniejszego tematu, idziemy jutro z Lexą na tą imprezę na plaży. Może też się z nami wybierzesz? – Teraz już w głosie rudowłosej słychać było więcej odwagi i pewności, przez co jasnowłosej znów zaczęło chcieć się śmiać. Na początku nieśmiała, a później stara się zachowywać normalnie. Jedynym problemem, który nadal jej doskwierał, był swoisty rumieniec, ozdabiający jej twarz od momentu pojawienia się Danny’ego przy ich stoliku.
- O mamuniu… - szepnęła do siebie rozbawiona i odwróciła na chwilę wzrok od pary.
Stołówka była pełna młodzieży, a każdy stolik z osobna przedstawiał inną grupkę, z własną, niepowtarzalną przyszłością. Nie wszyscy wyróżniali się na tle całego uczniowskiego społeczeństwa, to fakt, ale oczywiście to czyniło ich jak najbardziej normalną częścią, która skrywała zagadkę. Ich przyszłość bowiem ciężko było przewidzieć.
Patrząc natomiast na takie cheerleaderki. Już na pierwszy rzut oka można dopisać do nich przypuszczalnie posiadane cechy charakteru i stylu bycia. Swoją uwagę skupiały przede wszystkim na okalających je ze wszystkich stron sportowców, no i na swoim wyglądzie, oczywiście. W przyszłości raczej nie dokonają niczego wielkiego, a możliwe zostaną zwykłymi kosmetyczkami, czy też będą prawą ręką w firmie swojego ojca/matki, zaś szefostwo w niej przejmie tak czy siak ich mąż, który będzie znał się na biznesie lepiej od nich.
Choć mogła się mylić. Lexa przecież nie była jakąś wróżką, czy specjalistką od przewidywania przyszłości.
Naukowcy, rozpoznawani z kilometra, siedzieli bardzo blisko ich stolika i byli pogrążeni w zaciętej rozmowie, ślęcząc nad jedną z kilku książek od… fizyki, prawdopodobnie, jaką mieli rozłożoną na środku stolika. Lexa pokręciła głową i westchnęła.
Jej los był przesądzony, ale do czasu. W Instytucie na pewno istniało coś takiego jak emerytura dla łowców. Przecież z przekroczeniem pewnego roku życia, nie było się już tak zdolnym fizycznie do pracy, jak za młodu. Choć nie była tego w stu procentach pewna i mogła jedynie rozmyślać. Czym więc – przypuszczając, że pół życia będzie skazana na bezrobocie – będzie się zajmować? Jej jedynymi zainteresowaniami są sport i rysunek. No i potrafiła całkiem składnie pisać, więc może powinna wydać książkę?
Ale przecież nie będzie jej pisała przez dwadzieścia lat, no kurde.
W kieszeni zawibrował jej telefon. Przełknęła gorzko ślinę, mając nadzieję, że może to mama. Byleby nie Jonathan…
Ostrożnie wyjęła urządzenie z torby i odblokowała ekran, by przeczytać wiadomość.

Mam nadzieję, że posiadasz auto. Jak tak, to świetnie się składa, bo zapraszam do knajpki na północy Baxford „U Roya”, na pewno trafisz. Jakby co to wiesz, jak obsługiwać się GPS’em? Ubierz się luźno. Dziś zaczniemy Twój pierwszy trening.
Jonathan.

- No świetnie. Po prostu, kurwa, zajebiście – mruknęła pod nosem, nawet nie odpisując.
- Co? Nie gadaj, że NAGLE coś ci wyskoczyło i rezygnujesz z zabawy, bo wiesz, że ci nie odpuszczę… - warknęła na nią rudowłosa. Swoją drogą, dlaczego zaczęła ją traktować jak bliską znajomą? Przecież poznały się dopiero wczoraj, a ona śmiała zwracać się do niej w taki sposób, jakby spędziły w swoim towarzystwie co najmniej rok.
Lexa wywróciła oczami.
- Nie, to nic ważnego. – Ominęła niewygodne pytanie, po czym westchnęła. Szkoda, że jedzenie jej się skończyło. Nadal była głodna.
- Wiesz już, kto będzie na plaży? – zagaiła Danny’ego rudowłosa. Założyła kosmyk włosów za ucho i uważnie mu się przyglądała, zaś jasnowłosa wpatrywała się ze zmrużonymi oczami w tę dwójkę mających się ku sobie nastolatków, pozostając w milczeniu.
- No cóż… Już na samym początku zadeklarowały się panny od pomponów…
- Do przewidzenia.
- Koledzy Matt’a, bo to on organizuje imprę…
- Oho, adorator Lexy. A już myślałam, że będzie spokojnie.
- A reszta to raczej ta połowa szkoły, których imionami i nazwiskami wymawiać nie będę – urwał – zaraz, co? Jaki adorator?

I w ten sposób Lexa została wplątana w rozmowę, czy tego chciała, czy nie. 


~*~ 
Dziś nie mam nic do dodania, bo odebrało mi siły po meczu, więc - tak jak zawsze - zachęcam do komentowania, wytykania błędów, oraz wyrażania własnych opinii!

1 komentarz:

  1. Wcale się nie dziwię, że Lexa była taka nieobecna i tak się zamartwiała. Sama nie wiem, co bym zrobiła, gdyby ktoś groził mi odizolowaniem od rodziny. To okropne. I ta wiadomość pod koniec. Powinni jej dać jakiś kredyt zaufania, bo jak ona ma zacząć normalnie żyć, skoro oni i tak ciągle się jej wtrącają we wszystko? Wczoraj kolejna misja, dzisiaj już trening? A szkoła? A rodzina? Oni naprawdę mają ją tylko za jakąś maszynę.
    W końcu wprowadziłaś Danny’ego! Zastanawiałam się, czy nie zrezygnujesz z tej postaci, ale cieszę się, że tak się nie stało. I chciałabym, żeby ponownie potem złączył się z Nat, moim zdaniem pasują do siebie jak ulał!
    Nie zastanawiałam się nad tym wcześniej, ale rzeczywiście nie widziałam w Natalie imprezowiczki. raczej właśnie taką szarą myszkę siedzącą non stop w książkach a imprezy i jakieś większe skupiska ludzi to w moim przekonaniu kompletnie nie jej styl! Zaskoczyłaś mnie tym! W sumie Lexa znowu też nie powinna być typem imprezowiczki, bo pomimo, że wydaje się bardziej kontaktowa niż Nat, to jest takim bardziej samotnikiem. Ale dobrze, że jednak udało się wyciągnąć ją na tę imprezę. Mam tylko nadzieję, że Johnatan i jego trening nie pokrzyżują jej zbytnio planów. No i może będzie jakaś konfrontacja z Mattem? Może kolejna nieprzyzwoita propozycja? W sumie nie miałabym nic przeciwko :P
    Dobra, jestem na bierząco! W sumie te kilka rozdziałów czytało mi się dużo szybciej niż przypuszczałam i naprawdę przyjemnie! Niebawem powinna pojawić się notka informacyjna na którą cię zaproszę, bo potrzebna mi pewnie będzie rada moich czytelników, bo zanim będzie rozdział, to jeszcze trochę minie, ale póki co, do napisania :***

    OdpowiedzUsuń