czwartek, 22 czerwca 2017

Rozdział 5


            Irytujący dźwięk budzika i delikatna dłoń, rozgniatająca go na placek – idealne poranki w wykonaniu Lexy Rodriguez.
            Nie tylko ta jasnowłosa istota przeklinała świat na wszystkie strony za wynalezienie tego piekielnego urządzenia. Zapewne każdy inny nastolatek musiał wstawać o zbliżonej porze, by nie spóźnić się do szkoły, która z kolei jest następna na liście nienawiści.
            Burknęła pod nosem, definitywnie niezadowolona z piątkowego poranku.
            - Kto wymyśla zajęcia na ósmą rano? Cholera by wzięła cały ten świat do góry nogami i z powrotem… - mruknęła do siebie, mozolnie podnosząc się do pozycji siedzącej. Oczy razem z dolnymi kończynami średnio chciały się słuchać swojej pani, dlatego podróż do łazienki wydawała się katorgą.
            - Lexa, śniadanie gotowe! – zawołała mama z dołu, a jasnowłosa była w stanie wydać z siebie jedynie donośny pomruk niezadowolenia.
            Pierwszy raz tak aż ciężko jej się wstawało. Nigdy dotąd jej ciało ani umysł nie wyrażały takiej niechęci do opuszczenia legowiska. Nawet poranny prysznic nic nie pomagał, nawet w lodowatej wodzie, bo gorącej wolała uniknąć. Kiedy stwierdziła, że już dość, wyszła z kabiny i zaczęła wycierać się trochę mniej dokładnie. Suszenie włosów zajęło jej najdłużej i już słyszała kolejne krzyki mamy z dołu, że spóźni się na lekcje. Jednak przed nią jeszcze był wybór ubrania na dzisiaj, ale nie patyczkowała się za bardzo z tym tematem. Wybrała ciemne jeansy z wysokim stanem i szarą bluzę z logiem Coca Coli, jej ulubioną.
            W kuchni nie zastała już mamy, a to oznaczało, że wybyła do pracy razem z tatą, a jajecznica nadawała się tylko do wyrzucenia. Westchnęła i zgarnęła zmarnowany posiłek do kosza, po czym chwyciła jabłko i butelkę wody, by wsadzić je do swojej torby z książkami.
            Parę minut później była już w połowie drogi do szkoły, modląc się by po drodze nie zgarnęła jej policja za przekroczenie prędkości.
            - Zwyczajne poranki życia nastolatki – zaśmiała się pod nosem.

~*~
            Biegnąc do klasy zastanawiała się, co ją tak podkusiło, by wracać do życia typowej nastolatki, skoro nienawidziła tego wczesnego wstawania – choć od wcześniejszego trybu teraźniejszy różnił się tylko godziną – i jak na razie nie odnotowała reszty czynników. Och! Zapomniałaby prawie o wtrącaniu nosa w nie swoje sprawy i bezsensownym dopytywaniu jej o to, czego nie chciała powiedzieć. Bycie nachalnym jest na topie czy jak?
            Wparowała jak burza do pomieszczenia wypełnionego uczniami. Odetchnęła z ulgą, nie widząc za biurkiem  nauczyciela, więc czym prędzej zajęła swoje miejsce w ostatniej ławce. Oczywiście większość par oczu zaabsorbowana była jej osobą, ale starała się mieć to jak najbardziej w poważaniu.
            - Hej, fajnie wyglądasz. – Jedna jej brew powędrowała ku górze, a cała jej głowa przekręciła się w kierunku sąsiedniego rzędu ławek. Siedział tam pewien blondyn i wpatrywał się w nią jak w obrazek, co było dla niej żenujące.
            - Dzięki? – odrzekła z obojętnością.
            - Hej Lexa, dzisiaj jest impreza u Matta, przyjdziesz? – Usłyszała z innej strony, więc i tam jej wzrok powędrował.
            - Miałam zamiar… - szepnęła, przyglądając się tajemniczemu osobnikowi uważnie.
            - To super, będą wszyscy ze szkoły! – krzyknął ktoś z pierwszej ławki. – Oprócz… no wiecie, kujonów. – Zaczął się śmiać, a po chwili zawtórowała mu cała klasa. Lexa chciała do niego podejść i zdzielić w twarz, ale w ostatniej chwili rozluźniła swoje dłonie, które w momencie zacisnęły się w pięści. Idioci.
            - Żałosne – skwitowała i odwróciwszy się w stronę okna, zaczęła stukać długopisem o ławkę, nie mając nic lepszego do roboty.  

            ~*~
            Na długiej przerwie jak zwykle siedziała razem z Natalie w stołówce i modliła się do wszystkich istniejących Bogów, by lada moment nie wybuchnąć. Nie dość, że w drodze coraz więcej ludzi pytało się o jej obecność na imprezie: a to kolejni faceci, a to kilka nieznajomych dziewczyn, niekoniecznie przyjaznych wobec niej. Myślała, że zwariuje, więc po jakimś czasie po prostu przestała odpowiadać, tylko głupio się uśmiechała i kiwała głową, ani na moment nie zatrzymując się po drodze.
            Natalie trajkotała jak najęta i Bogu dzięki za to, że Danny’ego nie było z nimi. Lexa siedziała i zajmowała się swoim burgerem, w ogóle nie przetwarzający informacji, wychodzących z ust rudowłosej.
            - Co właściwie mówiłaś wcześniej? – zagadnęła nagle Natalie, przypominając sobie o tym, że jej towarzyszka rzeczywiście coś do niej mówiła, ale o tym zapomniała. Lexa westchnęła.
            - Że ci wszyscy ludzie powariowali, ale nie lubię się powtarzać – skwitowała, upijając całkiem spory łyk coli przez słomkę. Adekwatnie do jej dzisiejszego ubioru, tak jest!
            - Oj no weź, przepraszam… Wiesz, że jestem podekscytowana. Rzadko chodzę na imprezy, bo nie mam z kim, a z tobą będzie mi jakoś raźniej i… - nagle złapała ją za rękę – po prostu myślę, że możemy się jakoś dogadać. No wiesz… Jesteś nowa i zostałaś skazana na mnie, chociaż mogłaś mnie olać i w ogóle ze mną nie rozmawiać, a tego nie zrobiłaś. Jestem ci bardzo wdzięczna, bo to dużo dla mnie znaczy. Nie mam przyjaciół i nie pamiętam, czy kiedykolwiek miałam.
            - Natalie, ja… - zaczęła, lecz ruda nie dała jej dokończyć.
            - Nie sprawiłaś mi przykrości, jeśli tak sądzisz, spokojnie. – Zaśmiała się. – Po prostu, sama nie wiem. Fajnie mi się z tobą gada i siedzi, nawet jeśli nie rozmawiamy. Szanujesz mój styl bycia i to, że lubię czytać, a ja wykorzystuję to idealnie w chwilach, kiedy nie jesteś chętna do rozmowy ze mną. Szanuję to, naprawdę. I chciałabym, żeby między nami wynikło kiedyś coś więcej niż zwykłe koleżeństwo – wyznała, wgłębi siebie czując, jak kamień spada jej z serca. Nie wiedząc czemu poczuła się lżej, kiedy powiedziała to wszystko jasnowłosej. Może to dlatego, że widziała w niej własną bratnią duszę.
            Obydwie dziewczyny wpatrywały się w siebie, pogłębiając narastającą między nimi napiętą sytuację. Lexa sama nie wiedziała, co powinna jej odpowiedzieć. Z jednej strony przeraziła się tym wyznaniem, bo wcale przyjaciół nie szukała, ale coś w tej dziewczynie było takiego, czego nie umiała wprost wyjaśnić własnymi słowami.
            - Jakby był tu ktoś jeszcze, wziąłby to za lesbijskie wyznanie, wiesz o tym, prawda? – powiedziała i zaczęła się śmiać. Nie mogła się powstrzymać od tego.
            - Jak śmiesz! – Natalie z uśmiechem pacnęła ją w ramię i po chwili sama nie mogła powstrzymać się od śmiechu. – A tak serio, to… - szepnęła. Nie musiała kończyć, bo Lexa doskonale rozumiała i westchnęła głośno. Przeczesała dłonią swoje blond włosy i zerknęła przez okno na dziedziniec.
            - No wiesz… - zawahała się. – Ja też nie miałam nigdy przyjaciółki, bo nie lubiłam mieć kogokolwiek blisko siebie – wyznała i przeraziła się, gdy odnotowała niewyobrażalny smutek w oczach dziewczyny. Nie, nie chciała tego powiedzieć, więc dokończyła szybko – ale myślę, że będzie fajnie.
           

            ~*~
            Nim się obejrzała, był już wieczór, a ona siedziała na podłodze przed swoją szafą i zamiast wybierać ubranie na dzisiejszy wypad, przeglądała bez celu wszystkie portale społecznościowe i różne aplikacje. Miała wyjść z domu za godzinę, a siedziała w swojej ulubionej, przy dużej koszulce i krótkich spodenkach, obijając się na każdy możliwy sposób.
            W sumie nie bardzo chciała dziś wychodzić. Można przypisać jej charakter zmienny równie co pogoda, więc nie ma co się dziwić jej zachowaniu. Jeszcze rano była w miarę nastawiona pozytywnie, ale siedzenie przy szafie odebrało jej resztki sił do zebrania się i ogarnięcia.
            Do pionu postawił ją telefon od Natalie. Gdy tylko ujrzała jej imię na ekranie swojego telefonu, jej oczy powiększyły się do rozmiaru monet. Odebrała po kilku sygnałach, zastanawiając się nad tym, co jej powie.
            - Gotowa na wypad? Za pół godziny stawiasz się pod moim domem i dalej prowadzę ja! – Usłyszała jej uradowany krzyk w telefonie.
            - Jasne, jasne, będę punktualnie! – odparła z udawanym zadowoleniem. – Muszę kończyć, włosy prostuję… - Bardziej mruknęła, niż powiedziała, po czym szybko się rozłączyła.
            W mgnieniu oka podniosła się z ziemi i wyciągnęła pierwszą lepszą rzecz, która przyszła jej do głowy, by prędko zarzucić ją na siebie i pobiec prosto do łazienki. Choć nie przepadała za makijażem, tym razem jakoś ją naszło, by odpicować także i oczy. Nigdy  podkładu nie używała, więc postawiła na zwykły klasyk, czyli delikatne kreski i brązowe cienie do powiek. Tyle jej wystarczało. Nawet tuszu nie miała w swoim zasobie kosmetyków, bo nienawidziła tego. Uważała, że sklejone rzęsy – bo takie miała większość dziewcząt, a nie takie, jak we wszystkich reklamach w telewizji – są ohydne.
             W takim wydaniu – nieważnie czy w dobrym, czy złym – wyparowała z domu, nie zapominając o butach. Tu pewnie dostałaby minusa od pierwszej lepszej damy, jaką zauważyłaby na swojej drodze.
            Seksowna blondyneczka w typowej małej czarnej, przemierzała ulice Baxford w trampkach.
           
            - Czyś ty do reszty zwariowała? Chodź. – Natalie, widząc ją w takim wydaniu, omal nie krzyknęła z przerażenia, a jasnowłosa w ogóle nie rozumiała, o co jej chodziło. Problemem były jedynie buty.
            Nie oponowała, gdy ciągnęła ją prosto do swojego domu za ramię. Zniknęła na piętrze na minutę, czy dwie, po czym zbiegła z parą szpilek w ręce.
            - Po co mi one? – spytała jasnowłosa.
            - Och, Lexa, proszę cię. – Natalie zaczęła rozmasowywać sobie skronie. – Załóżże je, bo zaraz pęknę. Do twoja pierwsza impreza! Musisz wyglądać w stu procentach dobrze! Trampki do sukienki to sobie możesz do szkoły założyć, serio, a po drugie, tego wieczora nie śni mi się wpadać w kłótnie z królewnami mody naszego rocznika, zrozumiano? – Wymierzyła wskazujący palec w jej kierunku.
            Jak przypuszczała, nie miała żadnego wyboru, więc tylko wywróciła teatralnie oczami i założyła te cholerne szpile na swoje delikatne, małe stópki i wróciła wzrokiem do koleżanki.
            - Zadowolona? Możemy iść? – Natalie posłała jej satysfakcjonujący uśmiech.
            - Teraz już tak, proszę za mną!


            ~*~
            W czasie drogi na plażę, Natalie dostała wiadomość od Danny’ego odnośnie imprezy, a konkretniej tego, że została przeniesiona do domu Matta z powodu brzydkiej pogody. Okazało się to prawdą, bo w połowie dogi w na osiedle McCallena, zaczęło kropić. Wielkie szczęście, że odrobinę przyspieszając kroku, dotarły na miejsce nim deszcz doszczętnie zmoczył im stroje.
            - Uf, już myślałam, że będziemy musiały uciekać – powiedziała ruda z ulgą w głosie, a Lexa się zaśmiała.
            - Niby czemu? – Dziewczyna spojrzała na nią poważnie.
            - Paniusie, które są w tej chwili w tym – wskazała na drzwi wejściowe – domu, wyśmiałyby nas, nasz wygląd, no i wszystko! – Zaczęła poważnie panikować, więc jasnowłosa podeszła do niej pomału i chwyciła ją za ramiona.
            - Hej – zawołała, ale ta nadal gadała jak najęta. Hej – powtórzyła. – Hej, hej, hej! Uspokój się w końcu! Przecież nie wyglądamy źle, nie zabiją nas, tak? A poza tym, co się przejmujesz jakimiś wymalowanymi lalami. Ja się już nimi zajmę, zaufaj mi – zaśmiała się krótko, po czym cwaniacko uśmiechnęła.
            Natalie westchnęła.
            - To co, wchodzimy? – zapytała ją, kiedy emocje już całkiem opadły. Wystarczyło jej jedno skinienie głową, a już znajdowały się w środku wielkiego i zarazem pięknego domu.
            - Czy to pałac, czy ja śnię? Lexa, łap mnie… - Rudowłosa udawała, że mdleje, a Lexa podtrzymała ją delikatnie, wpadając w lekką panikę. Ta sobie z niej żartowała, a ona nie potrafiła oderwać wzroku od tego wielkiego domu!
            Chociaż jeśli się bliżej przyjrzeć… Jego dom po prostu był duży i ozdobiony bardzo drogimi elementami. Ładnie ujmując – miał bogate wnętrze. Z zewnątrz wyglądał niby normalnie. W środku wszystko błyszczało i zdawało się być jak nowe. Wypolerowana poręcz od schodów, prowadzących na piętro, pozłacane ramy obrazów i stojaki lamp. A to dopiero hol! Kiedy zrobiła krok dalej, prawe drzwi zaprowadziły ją do kuchni, w której kłębił się tłum ludzi i zupełnie tak samo było w salonie, do którego weszły razem z Natalie. Głośna muzyka i prawie całkowite zaciemnienie, zaś do sufitu przymocowana była kula dyskotekowa, od której wspaniale odbijały się wszystkie światła.
            - To się nazywa dom z marzeń – szepnęła Natalie, krzyżując ręce na piersi i przyglądając się każdej rzeczy z wielką uwagą.
            - Bez przesady – prychnęła jasnowłosa.
            - Hej, patrzcie kto przyszedł! – Muzyka wcale nie przeszkadzała chłopcom, którzy właśnie zmierzali w ich kierunku. Jednego z nich rozpoznawała, bo był to ten pierwszy, który zagadał do niej w klasie dzisiaj rano. Pozostała dwójka była zagadką i nie podobało jej się to, w jaki sposób wpatrywali się w nią. Jeden z nich przeżuwał w buzi gumę, a Lexa tylko się skrzywiła.
            - No, no, całkiem fajnie się ubrałyście dziewczyny. Podoba nam się – powiedział jeden za wszystkich i puścił im oczko.
Lexa uniosła jedną brew.
- Okeej, dzięki? Tak sądzę… - Skinęła głową na Natalie. – Chodź. Chyba potrzebuję porządnego drinka. – Chwyciła rudowłosą za rękę i obie pomaszerowały prosto do kuchni, chcąc trochę ochłonąć po tej dziwnej sytuacji.
- Stara, co to w ogóle było? Oni… Łał. To jest nie do pomyślenia, że ci kolesie właśnie skierowali komplement do mnie! – Nerwowo złapała swoją towarzyszkę za ramiona i potrząsnęła nią.

- Nat, nie wiem, ale nie przejmuj się nimi. To są po prostu idioci.


~*~
 Dziś bez komentarza długiego. Rozdział wstawiony po krótkiej przerwie, albo i długiej, jak kto woli, bo sesja, bo mój brak czasu i chęci D: 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz