sobota, 5 sierpnia 2017

Rozdział 6


            - To zwykli idioci – powtórzyła, by podkreślić dosadne znaczenie jej słów.
            - Ach tak? Zapamiętam to sobie, Rodriguez. – Odwróciła głowę w kierunku, z którego dochodził znany jej głos. Zmrużyła oczy i krzyżując ręce na piersi, wpatrywała się w sylwetkę o wiele wyższego od niej brązowowłosego chłopaka, który stał tuż za nią i opierał się jedną ręką o blat, znajdujący się pośrodku kuchni.
            Wcześniej w ogóle nie przyglądała mu się dokładniej. Ograniczała się tylko do krótkich odpowiedzi na jego pytania, bo oczywiście, to on pierwszy zawsze zaczynał. A czy ona tego chciała? Oczywiście, że nie. Uczepił się jej jak upierdliwy szczeniak i nie chciał przestać.
            McCallen na sobie miał czarną koszulę, której dwa guziki u górze były odpięte, a także jeden na dole. Typowo na cwaniaczka, pomyślała, schodząc dyskretnie wzrokiem niżej, gdzie na nogach chłopaka widniały dopasowane, ciemno jeansowe spodnie. Cóż, ubiór jak ubiór, ale jego uśmieszek i podniesione włosy w lekkim nieładzie dawały wiele do życzenia. Od razu można było rozpoznać jego niestosowne zamiary wobec pierwszej lepszej panienki.
            - Świetnie. Chcę, żebyś wbił to sobie do tej swojej nażelowanej główki – powiedziała i sięgnęła ręką, by stuknąć go kilka razy w głowę. Odwróciła się do Natalie i skinęła głową na salon, z którego zrobiono salę taneczną. Dziewczyna zabrała ich kubki z drinkami i obie zniknęły z pola widzenia chłopców.
            - Stary, ależ ona jest gorąca! – Jeden z kolegów Matta strzelił go koleżeńsko w ramię i zaśmiał się. Zatarł ręce, co brązowowłosemu w ogóle się nie spodobało, choć nie rozumiał do końca czemu. Dobrze znał ten gest, ale nie mógł pozwolić, by tym dziewczynom stało się coś złego.
            Zamarł w momencie.
            - Zostawcie je na razie, muszę coś załatwić – oznajmił, odchodząc w kierunku schodów. – Zajmijcie się Jess i resztą, żeby przypadkiem się nie uczepiły tych dwóch. Mogę na was liczyć? – Będąc już w połowie drogi, obrócił się przez ramię, by zbadać reakcję swoich kumpli.
            - No jasne, zaczekamy na ciebie – odpowiedzieli i zaczęli się śmiać. Chyba zrozumieli wszystko poniekąd nie tak, jak chciał postąpić, ale lepiej by myśleli w tym kierunku, niż sami zaczęli się dobierać, kiedy jego nie będzie w pobliżu.
            Skinął głową i już po chwili znalazł się na piętrze, w swoim pokoju. Rozejrzał się po nim i westchnął, opadając ciężko na łóżko.
            Przymknął oczy, mocno się nad sobą zastanawiając. Co z nim było nie tak? Od kiedy przejmował się jakąkolwiek dziewczyną i jej losem? Jego mottem, dość żałosnym, do tej pory było brać to, co życie daje i nie odmawiać. Bawić się, skoro panny same im na to pozwalały. Nie wiedział, czym jest miłość i wbijał sobie do głowy, że jest mu absolutnie nie potrzebna. Był z Jessicą, królową cheerleaderek. Sam siebie pytał się, dlaczego właściwie? 
            Popularność wśród młodzieży szkolnej była czymś… Nietypowym. Każdy postrzega ją inaczej. Niektórzy potrzebują jej tak bardzo, że ta potrafi nimi zawładnąć. Ludzie mogą postradać zmysły i poczuć się jak ktoś w rodzaju Boga, który ma być uwielbiany i każdy ma go szanować, ma się słuchać i nie wchodzić w drogę. To pierwszy, najbardziej widoczny typ w społeczeństwie uczniowskim. Drugi typ to ci, którzy zazdroszczą i bardzo pragną tego samego, jednak boją się i pozostają w cieniu, najczęściej nie wychylając się i zawsze schodzą z drogi tym, którzy w szkole rządzą. Trzecia grupa to tępione przez popularnych nastolatki pasjonujące się nauką. Czasami nie potrafią trzymać języka za zębami i wymądrzają się, za co muszą płacić, bo panowie lub panie, nie życzą sobie jakiegokolwiek szydzenia z ich osoby, bądź przyjaciół.
            Solidarność, jak to mówią, ale to czy sprawiedliwe? Według McCallena, to wszystko było tragiczne, ale oczywiście nie mówił o tym głośno. Wszystkie myśli zachowywał dla siebie, zarówno dla swojego dobra i… no właśnie, właściwie czego? Co było tą drugą przyczyną? Sam nie wiedział. Nie chciał spadać w rankingu? Zostać obrzuconym nieświeżym żarciem lub oblany napojem? Czy zdegradowania ze swojej drużyny piłkarskiej, której był kapitanem.
            Nie kochał Jessici, to wiedział na pewno. Ale pociągała go i nie potrafił zaprzeczyć. Potrafiła rozbudzić jego zmysły i sprawić, że nieźle szalał, ale nie z miłości. Nie odmawiała mu i zawsze dostawał od niej tego, czego chciał. Chyba przywykł po prostu do tego, więc to był powód do intrygowania się jasnowłosą istotą, która była nowa w szkole. Na korytarzu zawsze udawała, że Matt był dla niej jak widmo. Ignorowała jego słowa, a na zaczepki odpowiadała równie mocno. To go właśnie zaczęło mocno interesować.
            Założył ręce za głowę i wpatrywał się w sufit, wzdychając bezradnie. Chciał ją mieć. Dla siebie. Jego planem było uwiedzenie jej i zaliczenie przy pierwszej możliwej okazji. Postanowił jej pokazać, że jemu nie wolno podskakiwać, a wiedział, że wszystkie dziewczyny, które prostował w ten sposób, mocno cierpiały. Może i miał status największego dupka w szkole, a Jess ignorowała jego „przygody”, ale robił to tak naprawdę w większości przypadków dla jej dobra. Eliminował jej zagrożenie.
            Uśmiechnął się cwaniacko pod nosem i w jednej chwili ruszył z powrotem na dół, po drodze mijając jednego ze swoich kumpli z bardzo skąpo ubraną panienką, która szła pierwsza. Zbili sobie piątkę za jej plecami i roześmiali się w tym samym momencie.

~*~
- Trzymaj się od niego z daleka, naprawdę. Jeśli życie ci miłe, lepiej nie odzywaj się do niego wcale. Po prostu, no, zejdźmy mu z drogi, nie patrz na niego, tańcz ze mną, albo z jakimś mniej znanym dla niego kolesiem. Wierz mi, zaufaj, no. – Natalie starała się nie wrzeszczeć koleżance do ucha, ale chciała, żeby ją zrozumiała, mimo głośnej muzyki.
- Nie będę ignorowała jego chamskich odzywek! – zaprotestowała oburzona łowczyni.
- Błagam posłuchaj mnie! Z nim nie warto i NIE WOLNO zadzierać! – Opuściła uniesione wcześniej ramiona ze zrezygnowaniem i odszukała wzrokiem jedną osobę w salonie. – Widzisz ją tlenioną blondynę z wielkimi cycami? – spytała, dyskretnie wskazując na nią palcem, a Lexa skinęła głową. – Ona kazała mu to robić. Ona kazała mu z tobą gadać.
- Co? Niby dlaczego? – Zaśmiała się z koleżanki. Natalie wywróciła teatralnie oczami i pociągnęła ją w róg, żeby mogły spokojnie usiąść na kanapie.
- To jest bardzo stara śpiewka, ciągnąca się od dwóch lat, od kiedy Matthew McCallen został najmłodszym kapitanem drużyny piłkarskiej, a jego dziewczyną została Jessica Jones.
- Opowiadasz mi fabułę jednego z filmów dla młodych nastolatek, czy jak? – zakpiła, krzyżując ręce na piersi.
            Rudowłosa warknęła na nią.
            - Słuchaj mnie, bo próbuję cię ostrzec! – Lexa wyciągnęła ręce w geście kapitulacji. – No więc… Jessica została Królewną. Panną Jestem Zazdrosna O Każdego Kto Mi Się Nie Spodoba Więc Masz Się Go Pozbyć. – Błękitnooka uniosła jedną brew. – Nadal nie czaisz? Uch, mamusiu… - Natalie pomasowała sobie skronie, po czym odłożyła ich kubki i złapała ją za ramiona. – Było mnóstwo zarozumiałych panienek przed tobą. Szczególnie takich, które chciały być w składzie cheerleaderek i tańczyć. Jessica widziała w nich zagrożenie, bo nie słuchały jej rozkazów, a to przecież „Królowa”. Choć nie startujesz i nie interesujesz się tym, pewnie i teraz coś knuje, bo robi to zawsze i nie zdziwiłabym się, gdyby kazała Mattowi poderwać cię i… no wiesz. – Skinęła głową na piętro.
            Lexa wybuchła głośnym i niepohamowanym śmiechem. Oparła się wygodniej na kanapie, trzymając się za brzuch, który zaczynał ją boleć. Długo nie potrafiła się uspokoić, a Natalie patrzyła się na nią niezwykle oburzona.
            - Kochana – zaczęła mówić przez łzy, powoli się uspokajając. – Nie musisz się martwić. Umiem dbać o siebie i na pewno nie pozwolę takiemu typowi zaciągnąć mnie do łóżka – zapewniła ją, kładąc swoją dłoń na jej ramieniu. Chciała coś powiedzieć, ale jasnowłosa uciszyła ją palcem. – Ufasz mi? – Ruda skinęła głową, po czym obie w końcu powędrowały na parkiet i zaczęły się bawić razem z innymi, zupełnie nie przykuwając niczyjej uwagi, jakby ich tam nie było. One również nie zwracały uwagi na resztę, tylko na siebie i na muzykę, która była wspaniała.
            W głowie Natalie zaczęły kłębić się myśli o Danny’m, który miał pojawić się na imprezie, a właściwie go tu nie było.

            ~*~
            Pewna blondwłosa piękność stała wśród swojej elity, składającej się z dwóch ciemnowłosych dziewcząt, zajmujących się w tej chwili kilkoma mężczyznami, zabiegającymi o ich względy. Blondynkę jednak nie interesował nikt poza pewną istotą odzianą w czarną kieckę oraz jej przyjaciółkę o rudych włosach. Uśmiechała się cwaniacko pod nosem, mając ręce zaplecione na piersi. Odszukała wzrokiem swojego chłopaka i skinęła głową na schody, na których siedziały dziewczyny.
            Rozmawiały zawzięcie o czymś i śmiały się jak głupie. Obie były wcięte, ale największy ubaw miała Lexa z Natalie, bo to ona była bardziej podpita. Lexie było o wiele ciężej się upić.
            Na horyzoncie pojawiło się trzech przystojniaków. Tych samych, którzy rozmawiali z nimi w kuchni.
            - Nat, Xander chce z tobą porozmawiać, nie masz nic przeciwko? Chętnie zamieniłbym słówko z Lexą – oznajmił McCallen, a jasnowłosa od razu zmarszczyła czoło. Kombinował coś, lecz zanim zdążyła ruszyć koleżance na ratunek, Xander już prowadził rudowłosą na górę. Była upita i nie myślała racjonalnie. Jeszcze godzinę temu sama ją ostrzegała przez Mattem, a teraz sama szła z obcym chłopakiem na piętro!
            Podniosła się i chciała iść za nimi, lecz zatrzymała ją silna ręka brązowowłosego, która złapała ją za nadgarstek.
            - Proszę, siądź. Poprosiłem, żeby zajął ją kiedy ja będę rozmawiał z tobą, bo musimy pogadać – oznajmił, zasiadając na jednym z początkowych schodków.
            - Ta? A niby o czym? – Skrzyżowała ręce na piersi, ale on milczał. Skierował swój wzrok na miejsce obok siebie, dając jej tym do zrozumienia, co powinna zrobić. Westchnęła, wywracając oczami, ale usiadła.
            - Chodzi o to, że nie zachowywałem się w porządku wobec ciebie i chciałem przeprosić – wyjaśnił, splatając swoje ręce i opierając je na kolanach. Spojrzał się na nią, a ona uniosła brew do góry, analizując to zdanie.
            Okej, przeprosił ją, ale nie odnotowała żadnych uczuć, wypływających z jego osoby. Te słowa były strasznie puste, dlatego prychnęła po kilku chwilach, patrząc się na niego jak na idiotę, którym w gruncie rzeczy był.
            - Matthew McCallen zaczął wyrażać uczucia? Nie nabierzesz mnie na to, przykro mi, słaba próba – odparła, podnosząc się z miejsca.
            Wtedy usłyszała donośny krzyk, dochodzący z góry. Jej spojrzenie powędrowało w stronę Matta i z wzajemnością.
            - Ty kretynie! Wiedziałam, że coś jest nie tak! – wrzasnęła, po czym zaczęła wbiegać po schodach na górę, wcześniej policzkując brązowowłosego. Zajęło jej to kilka sekund, kiedy znalazła się na piętrze i rozejrzała się po korytarzu. Od razu odnalazła swoją przyjaciółkę, przypartą do ściany przez kolegę McCallena, który próbował się do niej dobrać, a ona była zbyt słaba, żeby go odepchnąć od siebie. Okazało się, że dwóch innych postanowiło dołączyć do zabawy w znęcanie się nad biedną Natalie.
            - Lexa! – Dziewczynie od razu zrobiło się lżej na widok swojej towarzyszki.
            W tym momencie nie potrafiła nad sobą zapanować. Jak mogła tak dać się oszukać? I to takiemu palantowi jak Matthew McCallen? Nie potrafiła sobie tego wybaczyć. Gniew buzował w jej żyłach i rósł równie szybko jak Flash potrafił biegać.
            Nie myśląc za długo, przywaliła pierwszemu z nich w twarz – temu, który przypierał jej bliską znajomą do ściany i powodował, że omal nie zaczęła płakać. Chłopak cofnął się i przytrzymał ściany, żeby nie upaść. Natalie w tym czasie szybko pobiegła schować się za jasnowłosą.
            - Co jest kurwa?! – krzyknął poszkodowany. – Co ty sobie myślisz, ty suko?! – powtórzył z jeszcze głośniejszym efektem.
            - Odwal się od mojej przyjaciółki, to jest kurwa! – Chwila, czy ona właśnie nazwała Natalie przyjaciółką?
            Odwaga w jej głosie bardzo zaskoczyła stojącego na schodach McCallena. To nie była jego wina i chciał jej to wytłumaczyć, dlatego pobiegł. Jednocześnie, bardzo zdenerwowali go chłopcy, bo obiecali mu, że nic jej nie zrobią. Mieli proste zadanie – a właściwie tylko jeden z nich – by zając czymś Natalie, kiedy będzie rozmawiał z Lexą.
            - Zamknij się, dziwko! -  Na przód wystąpił jeden z obcych chłopaków i wymierzył jej pięścią w twarz, ale w dobrym momencie złapała ją, zaś swoją wymierzając w jego brzuch być może trochę za mocno. Jęknął z bólu, wytrzeszczając gały ze zdziwienia.
            Kipiała z niej złość, dosłownie kipiała. Jej twarz była niczym dojrzały burak, a jej paznokcie wbijały się we wnętrze dłoni. Obserwowała tylko zachowanie pobitych i zdruzgotanych chłopców. Widząc, że ci nie zamierzają się odezwać, odwróciła się z dumą na pięcie i chwyciła Natalie za rękę, by sprowadzić ją z góry. Na schodach minęła się z Mattem. Zaszczyciła go jedynie krótkim spojrzeniem, przepełnionym nienawiścią.
            - L-Lexa… - szepnął, podążając za nią, choć nie rozumiał czemu.
           - Czego? – wrzasnęła przy otwartych już drzwiach. Nie powiedział nic, więc uznała to za znak, że może już odejść, gdy nagle pojawił się między nimi nieproszony gość.
            - Kochanie, czy coś się stało? – Delikatne ręce Jessici oplotły chłopaka w pasie. Przykleiła się do niego cała i spojrzała na Natalie i Lexę z dziwnym uśmiechem. – Och? Czyżby coś się stało, że tak wcześnie wychodzicie? – Zaśmiała się perfidnie. – Cóż, teraz przynajmniej znasz swoje miejsce, żmijo – wycedziła przez zęby, zbliżając się do niej o krok. Swoje ręce położyła po obu stronach bioder.
            Lexa prychnęła.

          - Jedyną osobą, która powinna znać swoje miejsce, jesteś w tym momencie ty oraz twoi biedny, poszkodowani chłopcy. Wszyscy powinniście wiedzieć, że ze mną się nie zadziera – oznajmiła z czystą nienawiścią w swoim głosie. Widziała, że za Jessicą zaczęło zbierać się zaciekawione towarzystwo, więc postanowiła szybko zakończyć ten teatrzyk. Podeszła jak najbliżej blondynki. – Trzymaj się z daleka od moich przyjaciół, zdziro -  wysyczała, a po chwili za obiema wychodzącymi dziewczynami z hukiem zatrzasnęły się drzwi. 

          

           Po długim czasie, proszę znów o wybaczenie. UG nie będzie się teraz ukazywać tak często, jak kiedyś to miało miejsce. Obrałam sobie to opowiadanie jako poboczne, bo wiele rzeczy mam do przemyślenia, do pozmieniania w przyszłości - ci którzy czytali poprzednią wersję, wiedzą o co mi chodzi. Chcę to sobie inaczej rozplanować i napisać - w miarę możliwości - lepiej. 
              Tymczasem zapraszam na drugiego bloga, drugie opowiadanie, które teraz jest moim priorytetem. http://chosenbyaccident.blogspot.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz